niedziela, 20 maja 2012

W niepogode nad morzem tez jest super!

Dzieki najnowszej technice (hmmm niektorzy pewnie stwierdza, ze wcale juz nie taka najnowsza ta technika), siedze wlasnie nad morzem i jednoczesnie pisze. I patrze na morze i na ludzi i zaluje, ze nie wzielam latawca, bo wiatr jest super. Tylko dlaczego akurat dzis bym go miala brac skoro nieruszany juz dwa lata siedzi w kacie? A dlaczego nie wzielam kurtki, kaloszy i cieplej czapki?


A w przerwie bycia popychanym przez wiatr wzdluz linii brzegowej goraca herbata i bolus (pierwszy raz napotkany holenderski przysmak - ciasto racuchowe razem z lepkim stroopem jak ze stroop wafli, cukrem i chyba rodzynkami, mieciutkie, lepkie i ciagnace, pycha)


Już w domu edycja, z polskimi znakami i justowaniem... Akurat był odpływ i bardzo ciekawe wzory uformowane przez ruchy fal na dnie można było podziwiać nie przykryte wodą. 

środa, 9 maja 2012

Omlet z bakłażanem, czyli proste pożegnanie remontu

Uffff, ostatnie pyły wytarte, po domu można w końcu chodzić na boso, a nie po pokoju na boso, potem po przedpokoju, łazience i kuchni w butach, a sypialni znów na boso i po balkonie w butach. Kuchenka wprawdzie jeszcze w salonie grzeje miejsce, ale jako, że majstrowie poszli już na dobre, koniec remontu uznajemy za otwarty i z okazji końca serwujemy ostatnie danie na palniku elektrycznym (sztuk jeden) zrobione. No bo przecież otwarcia zakończenia nie można zepsuć biorąc coś 'na wynos'. Ha!

Padło na omlet z bakłażanem podany na plastiowej zastawie.



Bakłażana, jak piszę przy każdej okazji uwielbiam! Mniam! Pięknie i smakowicie nasiąka i wspaniale nasiąknięty zostaje, gładki, rozpływający się w ustach i aromatyczny.

Składniki (na dwie osoby, średnio wygłodniałe, bo zjadły dużo czekolady przed obiadem):

5 jajek
jeden duży bakłażan
pół cebuli
trochę oliwy do podsmażenia
świeże zioła (bazylia, mięta, po małej garstce)
sól i pieprz

Przyrządzenie:

Bakłażana nalezy pokroić w cieniutkie pasterki, posolić i połozyć na rozgrzanej patelni z trochę oliwy. Jajka roztrzepać, posolić i popieprzyć do smaku. Na tej samej patelni będziemy robić omlet. Podsmażyć trochę, dołożyć cebulkę i zioła. Gdy bakłażan zrobi się miękki, rozłozyć plastry równomiernie na patelni i zalać jajkami. Przykryć patelnię pokrywką i trochę zmniejszyc gaz, jak jajka się zetną, ale jeszcze będa trochę wilgotne jest już gotowe! (No chyba, że ktoś lubi bardziej suche jajka... Drugą opcją wykonania (ale to potrzebny piekarnik na właściwym miejscu), któą bardzo lubię jest zaraz po zalaniu jajkami przełożyć patelnię na najwyższą półkę piekarnika, zaraz pod grill. Piec około 10 minut w 180 stopniach (na oko). 

Wykwintnie podano z pomidorami i mieszanką sałat, bez żadnego sosu i krojenia, w celu ograniczenia zużycia naczyć, ze względu na trudy w ich zmywaniu.

czwartek, 3 maja 2012

remontowo - śniadankowo i pytanie

Kolejny dzień remontu ropoczęty. Nie licząc soboty i niedzieli, zostały jeszcze 3 dni. (huuurraaa!!!)

W nasze codzienne życie wkradła się chemiczna toaleta wyglądająca jak ufo i nocująca z braku miejsca na balkonie (ojojoj, a jak mi się w nocy będzie chciało siusiu? - pomyślała dybka trzymając pustą już niestety szklankę i kładąc się spać) oraz wycieczki blokowymi korytarzami w celu wyprysznicowania sie w specjalnie do tego przeznaczonym mieszkaniu prysznicowym. Ano i codzienne wizyty wesołych, podśpiewujących majstrów (czytaj: rubasznych intruzów dybkowego pola mieszkaniowego) . 

Co by nie było, śniadanie zjeść trzeba (obiadem potem się będę martwić). A, że lodówka i kuchenka na razie są na amen odłączone i stanowią element zagospodarowania salonowej przestrzeni, zaopatrujemy się w rzeczy wytrzymujące kilka dni w nadającymsiędozjedzeniastanie bez lodówkowych chłodów (zaokienne na szczęście wystarczą - pierwszy raz w życiu cieszę się z powodu zimnej i wietrznej i pochmurnej wiosny). 

Dziś na śniadanie:





2 kromki bardzo długo dobrego chlebka żytniego (krojonego, żeby nie rozsiewać okruchów krojenia świeżej pysznej bagietki po i tak opylonej podłodze)
ser maaslander (mniam, aczkolwiek średnawo wytrzymujący bezlodówkową atmosferę)
ser topiony (ten z kolei wytrzymuje wspaniale, stopiony i tak już jest...)
pomidory
marchewki (już obrane z paczki)
papryka
musztarda Zaanse Mosterd (iście holenderska, ciągle oryginalnie wytwarzana ze zmielonych w wiatrakach ziaren. Wiatraki, w których mieli się mąkę, pigment do farb, ziarna na musztardę i jeszcze inne rzeczy, ciągle są w użyciu i można je zwiedzać w skansenie Zaanse Schans, niedaleko Amsterdamu)
daktyle, w celu deseru (no bo jak już 4 cząstki gorzkiej czekolady zostały spożyte z samego rana....)

No i poza tym, jak się w domu siedzi cały dzien w celu przypilnowania remontu, to zajada się wszystko, co sie zjadzie w zasięgu wzroku (bo to, co w zasięgu ręki, już dawno wyjedzone heh).

Ktoś ma pomysł na prosty jednogarnkowy i szybki obiad, który nie jest omletem i nie wymaga dużo krojenia?

wtorek, 1 maja 2012

Co się w lodówce znalazło?

Oh, ale bałagan! - pomyślała dybka rozglądając się po salono-kuchnio-łazience i czym prędzej upchnęła wszystkie nieuporządkowane przedmioty porozrzucane po powierzchniach płaskich do pustej, rozmrożonej i suchej lodówki. 
Hmm, od razu lepiej!



Jeszcze tylko tydzień i remont skończony! A tymczasem, na talerze wjeżdża coś prostego: makaron z pesto ze słoika, grilowana ryba czy kurczak, jednogarnkowe proste smaki, które nie wymagają zbyt wiele krojenia, marynowania i przyrządzania. Dziś gotowane w mundurkach ziemniaki z kefirem i kapustą kiszoną.

A czas spędzany z podśpiewującymi hity z lat 80tych majstrami: książki, książki, książki, planowanie zamiany salonu z sypialnią na miejsca, audiobuki, internet..... wypoczynek (jak już stukot i wycie wiertarek staną się normalnym elementem audio krajobrazu).

Reading is cool

Agaton z bloga A jednak, zaprosiła mnie do książkowych pytań.

weheartbooks.com

1. O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?
Najchętniej o poranku, podczas śniadania i herbaty.
2. Gdzie czytasz? 
W domu, na rowerze, w drodze do pracy, podczas zmywania/gotowania/sprzatania/ćwiczenia (jeśli wliczają się audiobuki)
3. Jaki rodzaj książek najchętniej czytasz ?
Współczesna literatura piękna, trochę starszej też (głównie krajów anglojęzycznych i iberoamerykańska, ostatnio za rzadko polska). Realizm magiczny, czasem sci-fi, czy historia,  prawie codziennie 10 min z kuchnią i pafka albumami fotograficznymi. Ostatnio brakuje mi baśni, ale na szczęście jest Angela Carter i jej wersje...

4. Jaką książkę ostatnio kupiłaś/dostałaś?
Kupiłam: Sue Townsend 'The woman who stayed in bed for a year'
Dostałam: Wisława Szymborska 'Tutaj'
5. Co czytałaś ostatnio?
A. Carter 'The Magic Toyshop'
S. Townsend 'The woman who stayed in bed for a year' (właśnie pięć minut temu skończyłam)

6. Co czytasz obecnie?
'The Hunger Games' (słucham) i zaraz zabieram się za....... hmm jeszcze nie wiem

7. Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi?
Zakładek! Często własnoręcznej produkcji. Chociaż ośle rogi się zdarzały..... wstyd

8. E-book czy audiobook?
E-booka nie czytałam, a audiobook zdecydowanie TAK!  Chyba, że głos lektora okazuje się audio-mało-przyjemnym.

9. Jaka jest twoja ulubiona książka z dzieciństwa?
Cała seria o Panu Samochodziku Nienackiego (przez całe dzieciństwo chciałam zostac archeologiem łapaczem przestępców), książki Niziurskiego i Ożogowskiej, cała seria Mikołajka i 'Baśnie Narodó Związku Radzieckiego'.

10. Którą z postaci literackich cenisz najbardziej?
W dziciństwie chciałam zostać Panem Samochodzikiem...

I tu kawałek nie do końca poukładanej biblioteczki


A do zabawy książkowej, chciałabym zaprosić Kate (do której często zaglądam w poszukiwaniu śniadaniowych inspiracji i tak naprawdę, oprócz śniadań nic o niej nie wiem) i Madame Edith (której ciekawego bloga odkryłam dopiero ostatnio)

niedziela, 29 kwietnia 2012

W Dniu Książki, coś dla ducha i ciała

Jak dla mnie, Dzień Książki mógłby być codziennie i właściwie jest to dzień jak co dzień (jeśli liczyć audiobuki, bo na papierową wersję niestety nie zawsze jest czas). Międzynarodowy, obchodzony jest 23 kwietnia (czyli w zeszły poniedziałek), dybkowy, obchodzony jest prawie codziennie. A, że do książki przyda się coś dla ciała, to powstało szybkie 'ciasto' francusko-spodowo owocowe, w dwóch wersjach: gruszkowo-jabłkowej i rabarbarowej. Oto ono, przepis na końcu, chociaż właściwie chyba nawet nie potrzebny, bo na pierwszy rzut oka każdy widzi, że proste i wiadomo jak zrobić. 


A do ciasta, pyszna lektura akurat w poniedziałek 23 kwietnia napoczęta i dziś prawie już pożarta, mimo codziennej pracy i 437 stron. 
'The woman who went to bed for a year' Sue Townsend, to lektura, w której można się zatopić jak w ciepłej pierzynie, która wygodnie nas otula, a jednak nie do końca ochroni przed kłującym zimnem, gdy niepostrzerzenie stópka wysunie się na zewnątrz. Czyli pełna ciepła, humoru, ironii lektura o tym, co się dzieje, gdy raptem przestajemy być takimi, jak oczekują tego inni. Czyli, że przytoczę myśl z polskiej literatury pięknej, czy naprawdę jest się takim jak myślą o nas ludzie a nie jak myślimy o sobie my? (parafraza, zbyt dawno czytałam Granicę, by dokładnie pamiętać). Smakowity kąsek!

A wracając do kąsków podniebiennych, dwie wersje ciasta prezentuję:



Przepis:

6 plastrów ciasta francuzkiego (15 x 15, czyli razem placek 45x30 cm)
dowolne owoce (ja użyłam 4 długie łodygi rabarbaru na jedną wersję, 2 jabłka i gruszkę na drugą)
cukier brązowy
cynamon

Piekarnik należy nagrzać na 200 stopni (góra/dół). Plastry położyć na blasze na papierze do pieczenia, posklejać, żeby utworzyłu jeden placek. Na środek ponakładać pokrojone w plastry owoce w dowolnej konfiguracji, zostawić nieobłożone 'ranciki' ciasta, żeby się wypiekły na chrupko. 'Ranciki posypać cukrem brązowym, a owoce cukrem, lub cynamonem, lub oboma na raz, albo jeszcze czymś dowolnym. Wstawić do piwkarnika na 20 minut i potem zajadać ze smakiem (można też z bitą śmietaną czy lodami). Ciekawe jakie inne wariacje przyjdą Wam do głowy? 

Ano i jakie przysmaki dla duszy macie akurat w zasięgu ręki i rzutu okiem?

Właśnie deszczowa leniwa niedziela zamienia się w trochę słoneczną, więc kobieta w łóżku będzie musiała trochę poczekać, bo może uda mi się pafka na spacer wyciągnąć. A jak nie, to idę sama, a w zasięgu spaceru mam prawdziw włoskie lody gałkowane! Mniam!

niedziela, 22 kwietnia 2012

Ziołowe spaghetti z bakłażanem

Bakłażan to jedno z moich ulubionych warzyw. Nie tylko piękny ma kolor, kształt gładki i błyszczący, to jeszcze smakuje wyśmienicie. Tym razem znalazł się w spaghetti, w którym znalazło się to, co akurat było. I wyszło coś na kształt pesto, tylko, że nie zmielonego, a krojono-siekanego i w smaku bardzo ciekawego.


Składniki na dwie osoby, które jedzą obiad dość późno:

150 gram pełnoziarnistego spaghetti
jeden dość pokaźny bakłażan
2 ząbki czosnku
skórka z połowy cytryny
po garści pietruszki, bazylii, miety
2 łyżki oliwy z oliwek (+ trochę do polania później)
1 łyżka octu balsamicznego
garstka pestek z dyni
kawałek startego parmezanu
sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:

Do dość dużej miski należy wlać 2 łyżki oliwy i 1 łyżkę octu, dodać posiekaną miętę, wyciśnięte ząbki czosnku, skórkę z cytryny, posolić, popieprzyć i wymieszać. Pestki z dyni należy uprażyć na patelni. Bakłażana należy pokroić w cieniutkie plastry, trochę posolić i zgrilować na patelni grilowej. Po czym, gdy już zgrilowany, należy go przełozyć do miski z 'sosem' i dokładnie wymieszać. Dodać posiekaną pietruszkę i bazylię i jeszcze raz wymieszać. Makaron, ugotowany al dente, należy przełożyć do misek, nałożyć bakłażanowo-ziołową mieszankę, posypać uprażonymi pestkami i parmezanem. przemieszać i zajadać. Można jeszcze na koniec pokropić oliwą. Smacznego!