Jak dla mnie, Dzień Książki mógłby być codziennie i właściwie jest to dzień jak co dzień (jeśli liczyć audiobuki, bo na papierową wersję niestety nie zawsze jest czas). Międzynarodowy, obchodzony jest 23 kwietnia (czyli w zeszły poniedziałek), dybkowy, obchodzony jest prawie codziennie. A, że do książki przyda się coś dla ciała, to powstało szybkie 'ciasto' francusko-spodowo owocowe, w dwóch wersjach: gruszkowo-jabłkowej i rabarbarowej. Oto ono, przepis na końcu, chociaż właściwie chyba nawet nie potrzebny, bo na pierwszy rzut oka każdy widzi, że proste i wiadomo jak zrobić.
A do ciasta, pyszna lektura akurat w poniedziałek 23 kwietnia napoczęta i dziś prawie już pożarta, mimo codziennej pracy i 437 stron.
'The woman who went to bed for a year' Sue Townsend, to lektura, w której można się zatopić jak w ciepłej pierzynie, która wygodnie nas otula, a jednak nie do końca ochroni przed kłującym zimnem, gdy niepostrzerzenie stópka wysunie się na zewnątrz. Czyli pełna ciepła, humoru, ironii lektura o tym, co się dzieje, gdy raptem przestajemy być takimi, jak oczekują tego inni. Czyli, że przytoczę myśl z polskiej literatury pięknej, czy naprawdę jest się takim jak myślą o nas ludzie a nie jak myślimy o sobie my? (parafraza, zbyt dawno czytałam Granicę, by dokładnie pamiętać). Smakowity kąsek!
A wracając do kąsków podniebiennych, dwie wersje ciasta prezentuję:
Przepis:
6 plastrów ciasta francuzkiego (15 x 15, czyli razem placek 45x30 cm)
dowolne owoce (ja użyłam 4 długie łodygi rabarbaru na jedną wersję, 2 jabłka i gruszkę na drugą)
cukier brązowy
cynamon
Piekarnik należy nagrzać na 200 stopni (góra/dół). Plastry położyć na blasze na papierze do pieczenia, posklejać, żeby utworzyłu jeden placek. Na środek ponakładać pokrojone w plastry owoce w dowolnej konfiguracji, zostawić nieobłożone 'ranciki' ciasta, żeby się wypiekły na chrupko. 'Ranciki posypać cukrem brązowym, a owoce cukrem, lub cynamonem, lub oboma na raz, albo jeszcze czymś dowolnym. Wstawić do piwkarnika na 20 minut i potem zajadać ze smakiem (można też z bitą śmietaną czy lodami). Ciekawe jakie inne wariacje przyjdą Wam do głowy?
Ano i jakie przysmaki dla duszy macie akurat w zasięgu ręki i rzutu okiem?
Właśnie deszczowa leniwa niedziela zamienia się w trochę słoneczną, więc kobieta w łóżku będzie musiała trochę poczekać, bo może uda mi się pafka na spacer wyciągnąć. A jak nie, to idę sama, a w zasięgu spaceru mam prawdziw włoskie lody gałkowane! Mniam!